Z życia dietetyka freelancera na poważnie

Godzina 5:00, poniedziałek czas zacząć! O co chodzi? Już wyjaśniam...

Do tego postu przymierzałam się od tygodnia. Chciałam opisać w nim swój dzień, ale nie wiedziałam za bardzo, na którym dniu się skupić, gdyż tak naprawdę każdy mój dzień jest trochę inny. Postanowiłam więc opisać cały tydzień. Mam nadzieję, że nikogo nie zanudzę tym postem, nie będę opisywać wszystkiego szczegółowo :)

Uwaga, część rzeczy może wydawać Ci się dziwna, dziwaczna, nieracjonalna itp., no ale ja tak funkcjonuję  i mi to bardzo odpowiada :)





Niezależnie od tego, o którym dniu tygodnia bym nie pisała, najczęściej zaczynam go o 5:00 rano. Czasem zdarza mi się wstawać o 4:00 lub o 6:00 ale to zależy od tego, o której godzinie dnia poprzedniego położę się do łóżka (w 95% przypadków wstaję o 5:00). Kiedy rano dzwoni budzik, daję sobie 3 minuty na przemyślenia i wstaję. Czasem wstaję pełna energii lecz naturalnie, zdarza mi się również wstać z myślą "rusz w końcu dupę"... Kiedyś dawałam sobie 5 minut na wstanie z łóżka, ale nie był to dobry pomysł, bo im dłużej leżałam tym gorzej było wstać!

Zaczynam dzień od kawy co być może zdziwi niektóre osoby. Nie zaczynam dnia od wody z sokiem z cytryny czy młodego jęczmienia :) Jest czarna kawa. Bez cukru, bez mleka.

Pracuję z domu, czasem z różnych miejsc (kiedy wyjeżdżam), obecnie 1-2 razy w tygodniu pracuję w gabinecie. W zasadzie, tam gdzie laptop mój, tam moje biuro. 

Ostatnio postanowiłam o 5:00 rano, po przebudzeniu poświęcać 30 minut na język francuski. O 5:45 budzę syna, o 6:00 jemy razem śniadanie i o 6:25 wychodzimy do szkoły. 

<zmiana 7.05.2017 - teraz, kiedy mąż wrócił do Polski, mój syn może pospać sobie do 6:15, bo mąż zabiera go do szkoły po drodze do pracy. No i u mnie nawał pracy, 15 minut na francuski w porywach do 20 zostało T_T >

Pracę lub naukę (zależy jaki dzień tygodnia mamy) zaczynam o 7:00, kiedy pozbędę się domowników. Ponieważ ostatnio (dla przyjemności) wzięłam się za naukę języka francuskiego, minimum 2 razy w tygodniu umawiam się na konwersacje z native speakerem i to jest właśnie o 7:00 rano we wtorki i w niedziele (po 30 min). Już dawno chciałam uczyć się tego języka, ale wcześniej nie zawsze mi to wychodziło, bo odkładałam naukę na "czas wolny". Często ten czas wolny w ogóle się nie pojawiał (wiadomo), więc dopiero wbudowanie nauki w plan tygodnia dało rezultaty. 



Więc we wtorki uczę się francuskiego a w środy i piątki o 7:00 rano zaczynam pracę. Najważniejsze rzeczy, które wymagają ode mnie dużego wysiłku umysłowego staram się zrobić do godziny 11:00, czyli "zjadam wtedy największe żaby", jak to mawia Brian Tracy (mój autorytet w dziedzinie planowania i zarządzania sobą w czasie). Później odpisuję na maile (najczęściej robię to 2 razy dziennie, o godzinie 11:00 i 17:00) i zajmuję się innymi czynnościami równie ważnymi jak np. sprzątnięcie w łazience czy w kuchni lub przygotowanie obiadu. Do pracy wracam po godzinie 16:00 albo wcześniej, to zależy jak wiele rzeczy mam do zrobienia.

Śniadania jem zawsze szybkie (rano nie ma czasu na gotowanie), najczęściej resztki z kolacji z dnia poprzedniego, zupę lub ostatnio owsianki chociaż średnio przepadam za nimi. II śniadanie jem około 10:00 i wtedy najczęściej jest to coś, co już mam przygotowane poprzedniego dnia lub wcześniej (pasta kanapkowa, awokado, tofu, hummusy lub sałatki). Staram się do 11:00 nie wykorzystywać czasu na gotowanie. Jest to czas najcięższej pracy. W czwartki od godziny 6:00 rano umawiam się na konsultacje z pacjentami (poprzez Skype) - tego dnia syn ma na późniejszą godzinę do szkoły. Choć pora może wydawać się dziwna, jest ona dogodna dla wielu osób :)

Obiad jem około godziny 14:00 i wtedy już pozwalam sobie na gotowanie ale stosunkowo szybkie. Najczęściej przygotowuję obiad jednocześnie sprzątając w domu, podlewając kwiatki, rozwieszając pranie a przy tym wszystkim słucham albo muzyki albo TEDx albo kanały z nauką języków obcych.

Około 15:00 (zależy od obiadu i od pracy) poświęcam czas na aktywność fizyczną. Niestety, z powodu pracy, nie udaje mi się tego robić codziennie. Staram się ćwiczyć minimum przez 60 minut 4 razy w tygodniu. Mam w domu własną mini siłownię, gdyż jestem bardziej niż pewna, że nie dałabym rady wychodzić w tym czasie. Często jeżdżę na rowerze stacjonarnym lub ćwiczę na stepperze, bo przy tym mogę jednocześnie oglądać seriale lub kanały na youtube po angielsku, francusku i od czasu do czasu coś po rosyjsku. To zależy od mojego nastroju ale bardzo żałuję, że nie mam na to więcej czasu.

Kiedyś trenowałam wieczorem, ale nie sprawdziło się, bo trzeba odrabiać lekcje z synem, pracować, czasem wyjść do sklepu lub coś wypadnie, o 18:00 kolacja, dalej przygotowywanie planu na następny dzień, kończenie pracy, przygotowanie się do spania itp. Nie starczało mi czasu na aktywność. Kiedy ćwiczyłam za późno (po 20:00 to albo później nie mogłam zasnąć albo byłam zbyt zmęczona, żeby w ogóle zacząć ćwiczyć). Chodzę spać przed 22:00. Czasem zdarza się później ale uważam, żeby nie robić tego za często.


W soboty i niedziele często wyjeżdżam a jeżeli nie wyjeżdżam, to rano przygotowuję śniadanie inne niż resztki z dnia poprzedniego :) Czasem zdarza mi się cały weekend pracować. W niedzielę o 7:00 jest jęz. francuski z moim native speakerem, który na 9:00 chodzi do kościoła śpiewać w chórze XD.

Nie gotuję codziennie. Nie robię zakupów codziennie. Większość rzeczy kupuję przez internet, do sklepu wychodzę najczęściej po warzywa, tofu i jogurty sojowe czy pieczywo. Raz na tydzień gotuję gar bulionu, cześć mrożę a z reszty gotuję zupę. Zupę gotuję raz na 3 dni. Jest w moim jadłospisie praktycznie codziennie. Raz na 3-4 dni robię pastę kanapkową, 1-2 razy w miesiącu robię burgery, które mrożę na "czarną godzinę". Najczęściej w tygodniu gotuję dania jednogarnkowe na bazie kasz, zielonych warzyw, tofu i soczewicy lub świeżych pomidorów. Robię je w bardzo prosty sposób, kiedy się gotują ja zajmuję się innymi rzeczami. Co kilka dni obowiązkowo muszę stworzyć coś słodkiego - uwielbiam słodkości :)

Chociaż z tego postu mogłoby się wydawać, że praca freelancera jest prosta i przyjemna, bo mogę sobie pozwolić na ćwiczenia czy oglądanie serialu w ciągu dnia, wcale tak nie jest. W rzeczywistości czas, który poświęcam na pracę jest to bardzo intensywny czas. Jeżeli do 11:00 udaje mi się zrobić dużo, jestem bardzo z siebie zadowolona. Jeżeli do 11:00 nie udaje mi się zrobić 3 najważniejszych rzeczy, które zaplanuję dzień wcześniej lub pracy mam zbyt dużo, siedzę przed komputerem do 20:00 lub nawet 21:00 (nazywa się to potocznie "przyrastaniem do komputera"). Zdarzają się dni "luźniejsze" lecz są również takie okresy, że kilka dni pod rząd muszę pracować od godziny 5:00 do 21:00 z przerwami jedynie na jedzenie, odrabianie lekcji z synem i rozprostowanie kości. Praca nad jednym jadłospisem trwa czasem 3-4 godziny a nierzadko nawet 2-3 dni, zależy to od różnych rzeczy. Na szczęście, ponieważ sama sobie reguluję czas pracy, po kilku ciężkich dniach, mogę sobie zrobić dzień lub dwa wolnego. 

Co robię w poniedziałki? 
Poniedziałek jest to dzień tygodnia, kiedy pozwalam sobie na więcej luzu. Pracuję wtedy nad sobą. Czytam i uczę się nowych rzeczy. 

Tak pokrótce wygląda mój tydzień kiedy wszystko jest w porządku (nie wypada nic pilnego, wszyscy zdrowi itp.).

A jak wygląda Twój dzień lub tydzień? Czy udaje Ci się realizować zaplanowane rzeczy nie związane z pracą?





Komentarze

  1. Mam wrażenie, że godziny, przynajmniej na początku posta, się nie zgadzają...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Aninimowy :) co się nie zgadza? Czy chodzi o to "Godzina 5:00, poniedziałek czas zacząć!"? To jest tylko tak napisane. W rzeczywistości o 5:00 dzwoni mi budzik.

      Usuń
  2. Budzenie syna, wspólne jedzenie śniadania i wyjście do szkoły

    OdpowiedzUsuń
  3. Pobudka syna to pewnie 5.45, a nie 6.45. Można się domyślić. Gratuluję organizacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, pomyłka. 5:45. Zaraz zmienię. Wtedy jest wszystko na szybko i automatycznie, owsianka na stole, raz dwa i trzeba wychodzić :) Jak było cieplej jechaliśmy na hulajnodze to było dodatkowe 5 minut na organizację, teraz na nogach :D

      Usuń
    2. Organizacja jak organizacja, wyrabia się ją w praktyce. Im więcej jest do zrobienia, tym bardziej staramy się zorganizować :) Ja ciągle coś zmieniam, bo mimo planu nie wszystko się udaje.

      Usuń
  4. Bardzo inspirujące. Dziękuję za wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że uważasz że mój pospolity dzień jest interesując! :)

      Usuń
    2. Dzień jak dzień - wolę swój ;)
      Natomiast Twoja silna wola, konsekwencja, systematyczność i racjonalne podejście zdecydowanie są przykładem oraz godne pochwały :)

      Usuń
    3. MR dziękuję bardzo! To bardzo ważne, aby lubić swój dzień (tak samo ważne, jak lubienie swojej pracy), więc good for You!! ;)

      Usuń
  5. Bardzo fajny wpis. Ja niestety mam problem z organizacją. Trzeba wygospodarować, tak jak Ty czas na język i studia... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Ja również miałam problem ze zorganizowaniem czasu na naukę. Dopóki nie wplotłam tego w codzienny rytm dnia, odwlekałam bo zawsze było coś ważniejszego do zrobienia.

      Bardzo pomocnym narzędziem jest matryca Eisenhowhera do analizy takich rzeczy.

      Usuń

Prześlij komentarz